wtorek, 28 czerwca 2016

Zmiany, zmiany, zmiany...

Hm, od czego by tu zacząć.. Szykują się duże zmiany, na każdym polu mojego życia.

Myślę że blogów tego typu jest multum ale czasami mam wrażenie że chodzi o wyrzucenie z siebie tego wszystkiego - przynajmniej w moim przypadku tak jest. I mam zamiar w tym miejscu to robić bo przyszedł czas na zmiany.

Mając 17 lat zastanawiałam się jak można ważyć na przykład 100 kg. Zawsze mnie to zastanawiało bo myślałam że jak to, przecież każdy widzi jak się zmienia jego ciało. Dzisiaj wiem że kobiecy (a może tylko mój?) umysł sam się oszukuje. Nie, to w sumie ja sama siebie oszukuje bo patrząc w lustro nakładam sobie w głowie inny obraz niż ten rzeczywisty. Wtedy, mając te 17, 18 lat, żyjąc na utrzymaniu rodziców, mając czas na wszystko, chodziłam na siłownie, byłam bardzo aktywną osobą, jadłam zdrowo. 4 lata później nie da się mnie poznać. A to za sprawą jednej, jedynej wymówki - niedoczynność tarczycy, brak czasu - same to znacie. Mój chłopak jak mnie poznał to poznał pewną siebie, atrakcyjną dziewczynę która nie bała się żadnej konkurencji. Dzisiaj ma dziewczynę, która jest niepewna własnego ciała, która boi się każdej dziewczyny na ulicy bo waga zabrała mi całą pewność siebie. Smutne bo ostatnio usłyszałam od niego że wogóle o siebie nie dbam. Czyżby to było pierwsze ostrzeżenie? Myślę że tak. Wszystko zaczęło się od przeprowadzki - do mojego chłopaka. Wtedy zaczęłam jeść to co było - czyli mrożona pizza, gotowe produkty, słodkie napoje i to codziennie! Naprawdę, codziennie piłam cole. Dodajcie to do siebie, do tego brak ruchu, niedoczynność i wyjdzie Wam spokojnie waga +100 kg. śmieszne, kiedyś myślałam że nigdy tyle nie będę ważyć :) Do tego doszła praca w systemie 11 godzinnym + dojazdy i tak to się toczy. Mój chłopak chciałby pójść nad jezioro :D a ja, jak co roku nie idę nigdzie bo nie chcę pokazywać się w stroju kąpielowym. To takie trochę życie, nie życie bo jestem ograniczona własnym ciałem. Straszne uczucie. Niestety, jestem osobą która ignoruje swoje problemy zdrowotne więc długo nie leczyłam swojej tarczycy. Mój wynik TSH z maja - 8,7 teraz się leczę ale wiem że żeby znowu czuć się dobrze, kobieco, muszę walczyć o swoje ciało i samopoczucie. Zaczęłam się zdrowo odżywiać i schudłam jak narazie 2 kg - niedużo ale cieszy :) chcę dołożyć do tego aktywność fizyczną i zdrowo schudnąć. Koniec z wymówką że nie mam czasu, koniec ze zwalaniem winy na niedoczynność tarczycy! 


Jest to jedna ze zmian. Druga dotyczy... wyjazdu za granicę! :) Tak, wkońcu z T. zdecydowaliśmy się wyjechać. Generalnie mam tutaj dobrą pracę, jestem kierownikiem i zarabiam fajnie ALE... jest dużo ale. Obecnie cały dzień spędzam w pracy lub w dojazdach do niej - co z tego że zarobki są w porządku. Poza tym chcę wybudować swój własny dom a wiadomo niestety jak wygląda to w Polsce. Musiałabym odkładać całe życie żeby wybudować dom bez kredytu.

A co do 3ciej rzeczy - to właśnie ten blog :) Kiedyś miałam bloga, trochę w innym klimacie ale myślę że to będzie miejsce gdzie będę się mogła wyżalić. :) Pobrałam już sobie apkę bloggera więc na bieżąco będę wrzucać posty :)



A tu moja przekąska :)

Kiedyś bardzo lubiłam fasolkę szparagową z bułką tartą ale wiecie co? Bez smakuje równie dobrze <3 font="">



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz!